Jak kręciłam makaron w Toskanii

Zwiedzać Włochy można na 1000 różnych sposobów. Każdy wybiera ten, w którym czuje się najlepiej ten, który daje mu mnóstwo satysfakcji i radości. Ja uwielbiam błądzić między uliczkami i na własną rękę odkrywać bogactwo włoskiego buta. W tym roku poszłam o krok dalej. Postanowiłam zwiedzić Włochy od kuchni – dosłownie!

To było ciepłe aczkolwiek pochmurne, wrześniowe popołudnie i moja pierwsza, ale na pewno nie ostatnia toskańska lekcja gotowania.
Fartuszek już na mnie czekał, stół był przygotowany, wystarczyło zakasać rękawy. To było popołudnie pod znakiem makaronu. Na początek trochę teorii. Danusia z Agriturismo Il Gorgo opowiedziała nam (jak widać nie byłam tam sama) o rodzajach makaronu jakie będziemy robić, mówiła o filozofii wyrabiania ciasta, o tym jak pogoda ma wpływ na to ile mąki dodajemy do ciasta i o tym jakimi dodatkami je wzbogacić aby były bardziej urozmaicone i …kolorowe.

Agriturismo Il Gorgo lekcja gotowania

No i się zaczęło.
Na pierwszy ogień poszło ciasto na tagliatelle, do którego dodaliśmy szpinak, dzięki czemu zyskało piękny, zielony kolor. Ugniatanie i wałkowanie przez maszynkę, wszystko po to, żeby wyrobić odpowiednią grubość ciasta. Następnie czas na leżakowanie. Bułka z masłem.

Agriturismo Il Gorgo

Agriturismo Il Gorgo - lekcja gotowania

Pomyślałam, teraz to już z górki! Nie minęło kilka minut jak pożałowałam tych słów. Nadszedł czas na makaron pici. Ręczne rolowanie wąskich długich pasków makaronu na początku sprawiał mi troszkę problemów, na szczęście przy każdym kolejnym kawałku nabierałam wprawy. Był nawet czas na rozmowy i żarty… przyznaję, widok mężczyzn w kolorowych fartuszkach niezdarnie wyrabiających pici wprawił nas w doskonały nastrój.

Agruturismo Il Gorgo

DSC_9743

DSC_9863

Na końcu przyszedł czas na spaghetti alla chitarra. Oj, co to była za przyjemność! Mała rzecz a cieszy. Obiecałam sobie, że taką chitarrę muszę mieć i basta! Cała filozofia polega na wałkowaniu cienkich kawałków ciasta na strunach małego przyrządu o nazwie chitarra.

DSC_9982

Kiedy już wszystkie makarony były gotowe i oddały się błogiemu leżakowaniu przyszedł czas na dodatki, wszak to co zrobiliśmy mieliśmy zjeść na kolację! Sos ze świeżych pomidorów w akompaniamencie oliwy, czosnku, cebuli, selera naciowego, marchwi i pietruszki stanowiły idealną bazę do pici. Do tego zapiekanka z bakłażanów. Niebo w gębie!

Jak wiadomo kuchnia toskańska jest niezwykle prosta a jej sekret tkwi w odpowiednim doborze produktów – muszą one być najlepszej jakości. Na koniec przyszedł czas na deser… moje ulubione tiramisu. O tym, że było pyszne świadczy chociażby wylizywana na bieżąco przez małą Tośkę łyżka!

Czy kiedykolwiek wezmę jeszcze udział w lekcjach gotowania kuchni włoskiej? Oczywiście! Możliwość poznania skrywanych sekretów przygotowywanych potraw, luźna, iście domowa atmosfera powoduje, że z kuchni dosłownie nie chce się wychodzić.
Włoska mamma – Ivana wraz z Danusią i panią Bogusią stworzyły niepowtarzalną atmosferę. Wspólne gotowanie w towarzystwie wina, opowieści o jedzeniu i życiu wprawiło nas w doskonały humor i nawet padający deszcz nie był w stanie nam go popsuć. Zresztą to, że zabawa była przednia chyba widać na zdjęciach.

Danusia, Ivana, pani Bogusia, Mariola, Tośka, Ola, Paweł, Filip – dzięki za mile spędzony czas!

Chcecie poznać kilka prostych przepisów kuchni toskańskiej? Jeśli tak dajcie znać, opiszę je w kolejnym wpisie.

Pozdrawiam

Kasia

10 thoughts on “Jak kręciłam makaron w Toskanii”

  1. ~Redhead Globetrotter napisał(a):

    Cześć Kasiu 🙂
    Z tej strony Dominika z Redhead Globetrotter. Mam do Ciebie pytanko właśnie o makaronowy post 🙂 Powiedz mi czy makarony robiłaś na specjalnym kursie w Toskanii? Bardzo mi się taki marzy!
    Uściski Dominika 🙂

    1. wlochyokiemblondynki napisał(a):

      Cześć Dominika 🙂 Tak makaron robiłam na jednodniowym kursie w Toskanii, ale nie był to kurs na który się wcześniej gdzieś zapisywałam. Danusia, która zarządza agroturystyką Il Gorgo w Bettolle w której miałam przyjemność spędzać wakacje urządza takie kursy dla swoich gości. Takich miejsc w Toskanii i nie tylko jest bardzo dużo 🙂 Szczerze polecam takie wspólne gotowanie. Fantastyczna atmosfera, a przede wszystkim garść wiedzy na temat włoskiej kuchni. Tobie i sobie życzę jak najwięcej takich warsztatów bo naprawdę warto 🙂

  2. ~Ewa napisał(a):

    Ha! Pozdrawiamy razem z Tosią. Baardzo tęsknimy oczywiście, ooooogromne buziaki tiramisowe?;))

    1. wlochyokiemblondynki napisał(a):

      Ewa! Cudownie, że się odezwałaś 🙂 Ja również serdecznie pozdrawiam 🙂 Baci dziewczyny :*

  3. ~Małgorzata Bardadyn napisał(a):

    Z przyjemnością przeczytałam ten post. Wprawił mnie w doskonały nastrój. Chociaż sama nie bardzo lubię spędzać czas na gotowaniu, to uwielbiam włoską kuchnię. I nawet zapragnęłam takiego makaronowego zajęcia 😀

    1. wlochyokiemblondynki napisał(a):

      Małgosiu wiesz jakie to relaksujące zajęcie? 😉 Polecam 🙂

  4. ~Teda napisał(a):

    Świetna rzecz, aż mi ślinka pociekła… Z przyjemnością wzięłabym udział w takiej imprezie. Czy możesz podać jakieś szczegółowe namiary , żebym mogła ustalić termin?
    pozdrawiam

    1. wlochyokiemblondynki napisał(a):

      Oczywiście z czystą przyjemnością podaję namiary do Danusi 🙂 Agriturismo Il Gorgo, Bettolle, Via Fondi 49, tel: 0577 622 093, mail: booking@ilgorgo.it Pozdrawiam 🙂

  5. Ostatnio natknęłam się w sieci na wpis o nauce gotowania na Tajlandii, dzisiaj z przyjemnością czytam Twój o nauce kręcenia makaronu w Toskanii! Widzę, że ze wszystkich stron dostaję coraz więcej sygnałów, że może powinnam zmienić mój dotychczasowy sposób podróżowania i postawić na kuchnię. I nie, nie tylko jej smakowanie 😉

    1. wlochyokiemblondynki napisał(a):

      Zdecydowanie 🙂 Owszem zwiedzanie jest cudne, ale smakowanie kuchni od kuchni to zupełnie inna bajka 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *