Natale czyli Boże Narodzenie oczami Polek mieszkających we Włoszech

Zapach żywej choinki, pieczonych pierników, pierogów z grzybami, smażonego karpia, barszczu z uszkami a wszystko to okraszone podniosłą, rodzinną atmosferą.

Czy zawsze tak jest? Jak spędzają święta Polki we Włoszech? Czy jest tęsknota za najbliższymi? Za polską tradycją? Za pierwszą gwiazdką? Opłatkiem? Odświętnie nakrytym stołem? Kolędami?

Przekonajmy się…

 Boże Narodzenie

 

Kasia i Alfonso – Kawacaffè http://www.kawacaffe.pl/

To trzecie Boże Narodzenie, od kiedy jesteśmy razem. Póki co, właściwe święta spędzamy osobno w swoich rodzinnych domach-ja na Śląsku, a Alfonso w Kampanii.

Co roku, w niedzielę przed jego wylotem do Włoch, organizujemy swoją prywatną Wigilię. Jest to nasz własny mix polsko-włoskich tradycji. Na początek łamiemy się opłatkiem i składamy życzenia. W tle grają polskie i włoskie kolędy. Każde z nas przygotowuje jedną, typową dla rodzinnego domu, potrawę. W tym roku podam barszcz z krokietem, a Alfonso przygotuje danie z owocami morza. Na deser podamy polski piernik. Upiekę go też dla mamy Alfonso i mam nadzieję, że przypadnie jej do gustu;)

W moim rodzinnym domu wszystkie potrawy wigilijne podaje się od razu. Potem siedzimy przy stole i próbujemy każdej po trochu. W domu włoskim, po zjedzeniu jednego dania, wszyscy wstają od stołu, sprzątają i gotują kolejną potrawę. Na początku przyjęcie tego zwyczaju i luzu było dla mnie trudne, jestem przyzwyczajona do pewnej konwencji. W końcu jednak zrozumiałam, że przecież to nie forma jest najważniejsza. Liczy się obecność i bycie razem. W tym roku stawiam więc na więcej luzu;)

Mamy nadzieję, że każdy z Was spędzi te święta z osobami Wam najbliższymi i to docenienia ich obecności życzymy Wam najmocniej na ten świąteczny czas. Kasia i Alfonso

 Boże Narodzenie

 

Agnieszka – Przypadki neapolitańskie https://www.facebook.com/przypadkineapolitanskie/?fref=ts

To będą moje czwarte już Święta Bożego Narodzenia w Neapolu. Za każdym razem marzę, aby polecieć do Polski, jednak ze względu na pracę również w tym roku spędzę je z moimi teściami.

Moje neapolitańskie Święta to czas bardzo nostalgiczny. Wspominam dzieciństwo, prezenty pod choinką.

U moich neapolitańskich teściów prezentów nie ma. Nigdy nie zrozumiałam dlaczego, ale jest mi to całkiem na rękę. Kiedyś zaryzykowałam i podarowałam teściowej przepiękne kuchenne ściereczki. Owych ściereczek używam teraz ja. Teściowa stwierdziła, że podobnych ma całą masę więc te mogę sobie zatrzymać. Sytuacja, która na zawsze zostanie dla mnie przykładem tego, jak „z klasą” pozbyć się niechcianego prezentu.

Kolejnym elementem, którego u moich teściów brak, jest bożonarodzeniowe drzewko. Jest za to tradycyjna szopka. Całkiem spora, chociaż widziałam domy, w których tworzy się naprawdę kolosalne konstrukcje. A wszystko to ma miejsce już 8. grudnia. Uwielbiam te neapolitańskie szopki. To całe XVIII-wieczne miasteczko, które otacza żłobek. Bajka! Moi teściowie radości w budowaniu szopki nie odnajdują, więc przechowują ją w całości na balkonie owiniętą w folię. 8. grudnia ograniczają się jedynie do umocowania taśmą klejącą oderwanych w niewyjaśnionych okolicznościach elementów. Ja jednak nie wyobrażam sobie Świąt bez tradycyjnej choinki. Tak że u mnie w domu obowiązkowo musi być. Tak samo jak kapusta z grochem i sałatka śledziowa. Zajadam się nimi przed wyjściem na kolację Wigilijną do teściów Wiem, że tam i tak za wiele nie zjem. Spaghetti alle vongole, smażony dorsz czy węgorz nie należą do moich ulubionych dań. Ale obsypane przeze mnie odpowiednią ilością tartego parmezanu dają się przełknąć.

Kolacja, której chociaż bardzo bym chciała, w żaden sposób nie mogę określić uroczystą, kończy się otwarciem Panettone. Tutaj mam już zdecydowanie większe pole do popisu.

A kiedy otrę już łzy tęsknoty za rodzinnym domem idę razem z mężem na pasterkę. Mieszkając jeszcze w Polsce nigdy tego nie robiłam, tym bardziej cieszę się z tego momentu.

A Boże Narodzenie, poza rodzinnym jeszcze obiadem, to czas spędzony z przyjaciółmi. W Neapolu, w trakcie takich spotkań, gra się zwykle w karty czy tradycyjną tombola. Przesiadujemy razem do późna, otwieramy kolejne Panettone, a ja wtedy zapominam, chociaż na chwilę, jak bardzo tęsknię za Świętami w Polsce.

 Boże Narodzenie

 

Danusia – Pod włoskim niebem https://www.facebook.com/Pod-wloskim-niebem-603652983097247/?fref=ts

Święta Bożego Narodzenia spędzam już od 30 dobrych lat tu w Italii….Od kiedy tu zamieszkałam nie byłam ani razu w Polsce w tym okresie, nad czym bardzo ubolewam, ale taka już „siła wyższa”. Spędzam je zawsze w towarzystwie rodziny mojego męża, jego 3 braci, szwagierek i ich dzieci. Wcześniej była też zawsze moja teściowa, ale zabrakło jej 2 lata temu. Jest nas wszystkich (włącznie z moimi 2 synami) ponad 20 osób…..taka prawdziwa włoska famiglia. We Włoszech istnieje przysłowie „Natale con i Tuoi, e Pasqua con chi vuoi” znaczy Boże Narodzenie „z Twoimi” (znaczy w gronie Twojej rodziny) a Wielkanoc z kim chcesz… no ale byłoby mi miło gdybyśmy choć raz spędzili to Boże Narodzenie z moja rodzina. W każdym razie tak jak czułam atmosferę Świat w Polsce tu nigdy jej nie poczułam. W Wigilie cala famiglia schodzi się na kolacje, szykujemy ją razem z moimi szwagierkami. Gotujemy ryby, tj, frutti di mare i inne przysmaki z tutejszego morza. Jest zawsze zakąska, pierwsze danie czyli makaron lub risotto z owocami morza i drugie danie rybne. Potem jemy owoce i słodkości, panettone, pandoro, torroni. Prezenty kupujemy tylko najmłodszym. Niestety nie dzielimy się opłatkiem tak jak w Polsce… czego mnie właśnie brakuje, składamy sobie tylko życzenia „Buon Natale” w pierwszy dzień świat. Pamiętam, że tylko raz wzięłam polski opłatek na taka kolacje i spròbowalam im wyjaśnić jak to jest u nas, podzielili się, pochwalili tradycję. ale bez większego zainteresowania. O 24.00 idziemy (kto chce, ja tak) na Pasterkę, inni, którzy zostają w domu graja w karty do momentu aż reszta wróci z kościoła. W drugi dzień świat, kolejny wspólny, rodzinny obiad jednak w lekko okrojonym składzie gdyż 2 szwagierki „zabierają” swoich mężów i dzieci do swojej mam. Ja mam za daleko niestety. Jeśli chodzi o choinkę, ubiera się ją w każdym razie w każdym domu, już 8-go grudnia w Święto Niepokalanego Poczęcia, niektórzy robią też szopkę w domu – to właśnie szopka jest prawdziwą tradycją w Italii…..W drugi dzień świat wiele rodzin spotyka się na wspólne biesiadowanie z przyjaciółmi, znajomymi itp. Tak wyglądają moje Święta we Włoszech, mijają mi szybko i z ogromną nostalgią polskich tradycji….. Buon Natale!!!

 Boże Narodzenie

 

Kasia – Dom z kamienia http://domzkamienia.blogspot.com/

Kiedy kilka lat temu planowałam nasze włoskie życie, zapewniałam wszystkich, że Włochy Włochami, ale na Święta to na pewno tylko do Polski! I tak też było przez pierwsze lata… Nie wyobrażałam sobie Bożego Narodzenia bez potraw mojej mamy, bez rodziny i warszawskich tradycji. W zeszłym roku jednak los zmusił nas do zostania w Italii i choć początkowo byłam przestraszona czy sama wszystko udźwignę i czy, co ważniejsze, dzieci będą szczęśliwe, to jednak lęk i przejęcie szybko się ulotniły i nastała radość. Urządziliśmy sobie święta na naszą miarę, połączyliśmy tradycje polskie i włoskie, a dziś mogę powiedzieć, że były to jedne z najpiękniejszych świąt w moim życiu. Wtopiliśmy się toskański klimat i zgodnie z tutejszym zwyczajem choinkę ubraliśmy już 8 grudnia, bawiliśmy się na niedzielnych mercatini, dzieci na placu śpiewały świąteczne pieśni, a potem wystawiły z całą szkołą żywą szopkę. Każdy wieczór poprzedzający Natale obfitował w spotkania i kolacje ze znajomymi, ludzie byli ze sobą, a nie pędzili za nie wiadomo czym. Tak jak zawsze upiekliśmy stos pierniczków i udekorowaliśmy dom światełkami. Choć Włosi wigilii nie świętują, w Kamiennym Domu oczywiście była, z opłatkiem, z pierogami i kapustą, z kompotem z suszu, z pulchnym panettone i z prezentami. 25 grudnia spakowałam plecak ze świątecznymi łakociami i ruszyliśmy w góry. Pogoda była piękna, a my cieszyliśmy się sobą i wolnym czasem. Nie musiałam gonić od stołu do stołu, czas łaskawie zwolnił, celebrowaliśmy każdą najmniejszą chwilę. Zwiedziliśmy wszystkie okoliczne szopki i odpoczęliśmy, a ja musiałam przyznać, że z tym pokpiwaniem Świąt we Włoszech to nie do końca prawda, dlatego już teraz cieszę się na te, które nadchodzą, mam nadzieję, że tak jak i poprzednie będą cudownym, niezapomnianym czasem.

 

Kasia Dom z Kamienia

Boże Narodzenie

Dominika – Kalabria bocznymi drogami http://www.kalabriabocznymidrogami.pl/joomla/index.php

Dla tych, którzy mnie nie znają przedstawię się – Dominika Friedrich – jestem autorka dwóch stron poświęconych turystyce enogastronomicznej – Sycylia bocznymi drogami i Kalabria bocznymi drogami. Od 25 lat mieszkam w Południowych Włoszech – w Kalabrii. Moje Święta Bożego Narodzenia podczas tych 25 lat, to w  większości święta spędzone w Polsce, w mojej Baicie w Bukowinie Tatrzańskiej. Z choinką wyrąbaną z własnego lasu rano w Wigilię i postawioną na tarasie, z gałązkami pachnącej jodły na ścianach domu, z siankiem pod obrusem i rybą patroszoną na tarasie, z sernikiem pieczonym przez moją Mamę, po prostu z polską wigilią, na której gości tylko włoskie Prosecco i Panettone, tradycyjne kalabryjskie crocette di fichi – czyli figi suszone i nadziewane, torrone i torroncini. Te nieliczne Święta Bożego Narodzenia, które spędzałam we Włoszech, najczęściej chciałam robić Wieczerzę Wigilijną u mnie w domu, aby nie tęsknić za tymi których nie ma i wtedy 12 potraw w miarę kalabryjskich możliwości… brakuje mi we włoskiej Wigilii magi, pierwszej gwiazdki, kolęd, opłatka, tradycyjnych potraw i tej celebracji…  Nie będę Wam opowiadać o moich Świętach w Polsce – zajrzyjcie do mnie do Baity, ale nie liczcie na nic włoskiego w Wigilie, w Święta już tak… są one, tak jak całe moje podwójne życie polsko – włoskie. O włoskich tradycjach bożonarodzeniowych możecie poczytać w tekście w linku  Świąteczne opowieści z Południowych Włoch https://www.facebook.com/1427449994222346/photos/?tab=album&album_id=1652430241724319

Ja natomiast opowiem Wam o zeszłorocznych moich włoskich Świętach, które minęły pod znakiem pomarańczy…. kulinarnie i nie tylko były zainspirowane pomarańczowym kolorem…. wiecie, że kuchnia i gotowanie, oraz pisanie o tym co przygotowuję, to dla mnie terapia…. potrzebowałam radości i słońca, na brak słońca nie mogłam w Kalabrii narzekać, ale chciałam, aby ta słoneczna atmosfera była z Nami podczas Świąt również na stole… wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę, że to ostatnie Święta z Mamą Luigiego… i chyba się udało. Do ubrania choinki przygotowywałam się długo, rozciągnęłam tę przyjemność w czasie…. zaczęłam od suszenia pomarańczy, cały dom wypełnił się tym wspaniałym aromatem, codziennie rano choinka uśmiechała  się do mnie i  inspirowała do pomarańczowych przepisów. W drugi dzień Świąt przygotowałam pomarańczowy obiad…  jeżeli jesteście ciekawi zapraszam do lektury, przepisy znajdziecie w linku https://www.facebook.com/media/set/?set=a.1522442298056448.1073741880.1427449994222346&type=3

Wam również życzę wesołych, radosnych, rodzinnych, pachnących i kolorowych Świąt spędzonych w gronie najbliższych, bo chyba to jest najważniejsze – Dominika.

Boże Narodzenie

Kasia, Alfonso, Agnieszka, Kasia, Danusia, Dominika – dziękuję za poświęcony czas i podzielenie się swoimi świątecznymi historiami.

Mieszkasz we Włoszech? Podziel się w komentarzu jak wygląda Twoje Boże Narodzenie.

Wesołych Świąt

Spodobał Ci się tekst? Podziel się nim ze swoimi znajomymi. Dołącz do czytelników bloga na https://www.facebook.com/wlochyokiemblondynki/

Pozdrawiam

Kasia

Wszystkie teksty blogerek są ich ich autorstwa i w całości należą do nich.

 

 

One thought on “Natale czyli Boże Narodzenie oczami Polek mieszkających we Włoszech”

  1. Marzą mi się włoskie święta!
    Mieszkałam we Włoszech, ale na święta wracałam do domu, a teraz kiedy jestem znowu w Polsce chętnie pojechałabym na święta do Włoch. Nigdy się człowiekowi nie dogodzi.:)
    Piękne historie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *