Pierwszy raz na Półwyspie Apenińskim

Ostatnio zaprosiłam czytelników do wspólnego opisania sytuacji, które najbardziej nas zaskoczyły, zadziwiły czy zwyczajnie rozbawiły będąc pierwszy raz we Włoszech. Dziś specjalnie dla nowicjuszy włoskich wakacji przedstawiam najciekawsze spostrzeżenia, na które warto zwrócić uwagę.

Pieczywo na wagę. Tak, tak… wchodząc do marketu nie zrażajcie się ceną, podawana jest za kilogram. Nie jest to normą, ale warto o tym pamiętać.

Wtyczka. Zmora mojego pierwszego wyjazdu. Telefony, aparaty, laptopy, ba! Nawet elektryczny czajnik zabrany, tylko co z tego skoro wtyczki kompletnie nie pasują do kontaktów. Bieganina po mieście i szukanie odpowiedniej przejściówki – warto zaopatrzyć się w to „magiczne” urządzenie już w Polsce. Unikniecie w ten sposób niepotrzebnego stresu.

Włoski styl jazdy. Rozbrzmiewające klaksony i pojawiające się znikąd skutery to codzienność włoskich miast i miasteczek. Do tego wąskie, kręte drogi nie ułatwiają jazdy. Uzbrójcie się w cierpliwość i wrzućcie na luz. Wszystko jest kwestią przyzwyczajenia.

Parkowanie.Włosi mają dość swobodne podejście do tej czynności. My Polacy jesteśmy przyzwyczajeni, że potrzebujemy odpowiedniej ilości miejsca do zaparkowania, bo jakby nie było, fajnie jest wyjść swobodnie z auta. Włochów to nie dotyczy. W większości przypadków rządzi zasada byle gdzie, byle jak, byle zaparkować. To, że przy okazji porysujemy swoje czy sąsiada auto to już mało ważny szczegół. W końcu auto jest od tego, żeby jeździło a nie wyglądało!

Linie na parkingach. To warto zapamiętać, żeby nie psuć sobie wyjazdu niepotrzebnym mandatem. Żółte są zarezerwowane dla niepełnosprawnych, białe są bezpłatne, a niebieskie płatne.

Chcesz posłuchać problemów Włoszek? Wsiądź do środka komunikacji miejskiej. Ekspresja, gestykulacja i siła głosu, którą wykorzystują do opowiadania o swoich życiowych rozterkach zawsze przykuwa uwagę. Kompletnie nie interesuje ich, że właśnie pół wagonu poznaje intymne sekrety z ich życia.

Toalety! Znasz to uczucie kiedy wychodzisz z łazienki, chcesz umyć ręce, widzisz kran, mydło jedyne czego brakuje to kurków? Rany! Takiej kompromitacji dawno nie przeżyłam, uratował mnie kolor włosów…wszak blondynce wolno więcej 😉 Jeśli traficie na podobną sytuację, szukacie małego pedału w podłodze pod umywalką. Lekkie jego naciśnięcie spowoduje, że upragniona woda poleci z kranu.

Praca domowa na wakacje? Niemożliwe? A jednak! Włoskie dzieci nie mają łatwego życia. Nie dość, że chodzą do szkoły w sobotę to na wakacje, które zaczynają się już na początku czerwca dostają całą masę zadań domowych.

Siesta rzecz święta. Absolutnie nie ma mowy, żebyście w czasie włoskiej siesty zrobili zakupy, zjedli obiad czy zatankowali auto na innej stacji niż samoobsługowa. Oczywiście, jak dobrze poszukacie to coś zawsze się znajdzie, ale nie jest to normą. Dlatego polecam będąc we Włoszech żyć jak prawdziwy Włoch, czcić siesty i napawać się dolce vita!

Latte to tylko mleko. Niby jasne jak słońce jednak potrafi spłatać figla. Nie dziwcie się jeśli dociekliwy kelner będzie dopytywał czy na pewno chcesz latte. On naprawdę chce się tylko upewnić czy chcesz szklankę mleka.

Coperto.To nic innego jak doliczona symboliczna kwota za kompleksową obsługę stolika (zmiana obrusa, sztućce itp.). Przeważnie wynosi 2-3 euro. Informacja o wysokości opłaty zazwyczaj podana jest w karcie dań / menu.

Włoskie śniadania. Nie liczcie na jajecznicę, kanapki czy gotowaną kiełbaskę. Włoskie śniadania to sama słodycz. Rogaliki, nutella, dżem czy miód to podstawowe produkty, które znajdziemy na naszym stole. Włosi nie jedzą dużych śniadań. Małe espresso w barze + cornetto w zupełności im wystarczy.

Jazda pociągiem. Nie wystarczy kupić biletu i czekać na konduktora. Przed wyjściem na peron ustawione są kasowniki w których zakupiony bilet musimy skasować inaczej nie będzie ważny. Jeśli takich kasowników nie zauważymy, warto zapytać się innych towarzyszy podróży o to, gdzie skasować bilet.

Bilet autobusowy.Mogłoby się wydawać, że kupimy go w kasie biletowej i po sprawie. Niekoniecznie. Jak doświadczenie czytelników pokazuje, czasem trzeba szukać ich w pobliskich barach.

Późny wieczór a Ty widzisz siedzących dziadków lub babcie na ławkach w centrum miasta? Wiem! W Polsce to nie spotykane, we Włoszech to norma!  Sama doświadczyłam tego w San Gimignano. Godzina 23.30 ławki oblegane przez starsze towarzystwo, które ani myśli pójść spać.

Godzina 24.15!! Nie, nie! Nie pomyliłam się. Mile widziana szczególnie na rozkładach.

Grande. Po całym dniu zwiedzania masz ochotę napić się zimnego piwa. Wchodzisz do baru i prosisz duże (grande!) piwo, myśląc, że dostaniesz zwyczajowe 0,5. Później wielkie zdziwienie jak dostajesz złoty trunek w największym kuflu jaki tylko mają!(UWAGA! raczej niej jest to normą, ale czytelniczce się zdarzyło)

Najlepsze zostawiłam na koniec!

Lody w bułce! Takie rzeczy tylko we Włoszech!!!

I jak? Wszystkie punkty były znane? Przyznam szczerze, że o niektórych sama nie miałam pojęcia! A może chcecie dodać swoje spostrzeżenia? Jeśli tak, śmiało! Piszcie w komentarzach, co dla Was było największym zaskoczeniem na pierwszych włoskich wakacjach.

Wszystkim czytelnikom z całego serducha dziękuję za ten wspólny wpis.

Pozdrawiam

Kasia

 

8 thoughts on “Pierwszy raz na Półwyspie Apenińskim”

  1. ~Michał napisał(a):

    Zauważyłem, że Włosi mają po prostu jedno auto do „jazdy” po mieście i drugie w trasy. To po mieście to zazwyczaj coś niewielkiego, jakaś Toyota Yaris, Suzuki Swift albo Fiat Panda. Po prostu króciutkie, zwrotne samochodziki, aby właśnie móc się wbić nawet w najmniejsze miejsce parkingowe. To jest niesamowite. Idę uliczką, która sama w sobie jest tak cioasna, ze nie wiem jakbym nią przejechał swoim passeratti kombi, a oni jeszcze ją zastawiają tymi samochodzikami. Obłęd.

    Co do gastronomii, to w 2011 roku byłem nad Adriatykiem i tam wybraliśmy się wieczorem na pizzę. Czekamy, czekamy i nagle patrzę i nie wierzę. Kelner do sąsiedniego stolika niesie pizzę z… frytkami. Normalnie pizza posypana garścią frytek. Tyle lat jeżdżę do Włoch i pierwszy raz z czymś takim się spotkałem, a przecież Włosi twierdzą, że to my udziwniamy ich danie narodowe.

    1. wlochyokiemblondynki napisał(a):

      Tak,tak,tak!! Zgadzam się w 100% 🙂 Ba!nawet zauważyłam, że inaczej jeżdżą w mieście a inaczej na drogach krajowych. Na tych drugich jakby wolniej, bezpieczniej. Zawsze się śmieję, że wtedy włączają tryb zwiedzania 😉 Pizza z frytkami pierwszy raz też mnie zszokowała, nawet przez chwile myślałam, że mam przewidzenia, hehe.

      1. ~Michał napisał(a):

        Dokładnie 🙂

        A jeszcze co do siesty, to jest naprawdę masakra. W 2013 byliśmy z żoną na Sardynii. Kompletnie straciliśmy poczucie czasu podczas przechadzki po Santa Teresa di Galura. Złapał nas głód, więc chcieliśmy jakiś obiad w restauracji zjeść. Było coś po 14. Wchodzimy, a tam kelnerzy zbierają nakrycia. Myślę, co jest grane? Oni, że już zamknięte. Faktycznie już na siestę się zbierali i nie ma zmiłuj się, jest klient, ale jedzenia nie dadzą. Na szczęście przy głównej ulicy była taka mała pizzeria z pizzą sprzedawaną na kawałki. Nazywała się bodaj La Lucciola i tam pojedliśmy.

        1. wlochyokiemblondynki napisał(a):

          Niestety znam to 🙂

  2. ~Ola napisał(a):

    Uwielbiam takie wpisy 🙂 Zawsze mnie szokuje jakie dziwne rzeczy można dostrzec w innych krajach. Nigdy nie byłam we Włoszech, ale w ogóle się takich rzeczy nie spodziewałam – to rzeczywiście może człowieka bardzo zaskoczyć. Chyba najbardziej zdziwiły mnie skromne śniadania. Zawsze sądziłam, że Włosi celebrują każdy posiłek na całego i jedzą bardzo dużo 🙂

    1. wlochyokiemblondynki napisał(a):

      Włosi celebrują obiady..wówczas naprawdę jest obficie i pysznie 🙂 Olu mam nadzieję, że kiedyś odwiedzisz Włochy i będziesz miała okazję poznać tamtejsze zwyczaje. Życzę Ci tego z całego serca 🙂 Pozdrawiam

      1. ~Ola napisał(a):

        Dziękuję! Bardzo bym chciała i mam nadzieję, że tak się stanie. Teraz mogę poznać odrobinę Włoch na Twoim blogu 😉 Pozdrawiam serdecznie!

        1. wlochyokiemblondynki napisał(a):

          Cieszę się bardzo 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *